Thomas Wolfe, bohater filmu Geniusz

Thomas Wolfe

Geniusz – niezwykle ujął mnie ten film biograficzny. I choć spodziewałam się głównie opowieści o tytułowym geniuszu – Thomasie Wolfie –  miło zaskoczył mnie fakt, iż tak naprawdę to film o współpracy i szczególnej relacji pisarza z redaktorem – Maxwellem Perkinsem.

Thomas Wolfe to pisarz, spod którego pióra wyszły takie książki jak Spójrz ku domowi, aniele, Nie ma powrotu, Of Time and the River. Natomiast Maxwell Perkins to niezwykle ceniony w tamtych czasach redaktor, któremu zawdzięczamy takich autorów jak Ernest Hemingway czy Francis Scott Fitzgerald. To właśnie Max Perkins zauważał talent w dziełach, które zostały odrzucone przez inne wydawnictwa. Oddaje to dobrze początkowa scena, w której pyta współpracownika: jest dobre? A on odpowiada: nie, ale jest wyjątkowe. Wszystkie wydawnictwa już to odrzuciły.

W sposób szczególny identyfikuję się z takim podejściem – zauważania wyjątkowości tam, gdzie jej na pierwszy rzut oka nie widać. Pewnie dlatego, że zachwyca mnie zawsze ludzka historia. I poprzez niedoskonały tekst widzę to, co nie zostało właściwie wyłuskane i wydobyte. Pamiętam, jak powiedziałam komuś, że ja widzę w nadesłanym tekście to, czego jeszcze nie widać. Dlatego też zapewniam doskonałą ekipę redakcyjną, która w taki sposób podchodzi do książki, jak Maxwell Perkins. Jednak stworzenie wspaniałego tekstu wymaga czasu i poświęcenia. I to kolejny wątek tego filmu – koszt, jaki ponoszą autor i redaktor, by powstało coś, co poruszy serca odbiorcy.

Wiem, że z taką chęcią tworzenia arcydzieł nie do końca wpisuję się w komercyjne podejście dzisiejszych czasów niemal do wszystkiego. I pewnie mało kto wie, jak mnie boli, gdy widzę tekst, który mógłby być wspaniałym dziełem, lecz autor chce mieć szybko, a jedyną rolę, jaką przypisuje wydawcy – to usunięcie błędów językowych, formatowanie tekstu, zaprojektowanie okładki i zapewnienie sprzedaży.

Redakcja jest czymś więcej niż korektą językową. A wydanie książki – czymś o wiele większym niż doprowadzenie tekstu do momentu, gdy gotowa książka jest na księgarskiej półce. To wiele emocji, rozmów, nieprzespanych nocy. To szczególny rodzaj relacji zachodzącej na linii autor-wydawca. I chociaż podobnie jak Maxwell Perkins często zadajemy sobie pytanie – czy to jest jeszcze redakcja i poprawianie, czy już tworzenie i zmienianie – to jednak kluczem jest współpraca autora i wydawcy. Mimo, że czasem zaciera się granica pomiędzy pisaniem a poprawianiem – to wiem, że taka jest rola obu stron. Bo książka nigdy nie jest dziełem jedynie osoby, której nazwisko widnieje na okładce…

I o jeszcze jednym wątku wspomnę. O ile gdzieś tam w głowie mamy stereotyp o tym, że wielcy artyści są nierozumiani przez otoczenie, to… wydawca też bywa nierozumiany przez autora. I zdarza się, że autor porzuca wydawcę, który włożył wiele serca, by wykreować pisarza. Być może to właśnie on – wydawca zbudował podwaliny popularności autora. A w którymś momencie ich ścieżki się rozchodzą… Szkoda…

Szczerze polecam obejrzenie filmu „Geniusz” wszystkim, którzy chcą napisać, piszą lub już napisali swoje książki.

.