Byłam wczoraj w Warszawie. Zaproszono mnie jako gościa (razem z autorką, Katarzyną Selwant) na antenę Polskiego Radia. Zauważyłam, że jeden temat wzbudza wyjątkowy niesmak. Dostrzegałam go już wcześniej. Autorzy są z tego faktu niezadowoleni. Pan prowadzący audycję był niezadowolony. Ja w sumie też nie jestem z tego faktu zadowolona…

Jednak, jako osoba, która zna rynek wydawniczy – czuję się odpowiedzialna uczciwie pokazać autorowi jak wygląda polski rynek książki.

Otóż nie podoba się autorom, nie podoba się ludziom związanym z kulturą, nie podoba się mi… że książka jest PRODUKTEM. Czemu nie może być po prostu książką? Przyjemnością czytania? Kulturalną rozrywką? Ciekawym spędzeniem czasu? Może. I jest. Tylko to jest jedna strona medalu, którą chcemy widzieć.

Natomiast drugą kwestią jest właśnie patrzenie na książkę jako na produkt. Tak patrzy wydawca. Bardzo ekonomicznie. I powiem więcej. Z ekonomicznego punktu widzenia – nie opłaca się wydawać książek. Zupełnie nieopłacalny biznes. Dlatego 80-90% propozycji książek, które przysyłają autorzy do wydawnictwa jest odrzucanych.

Spójrzmy teraz na pisarza – literata, z talentem, który pisze powieści. Zna się na tym jak pisać, wie jak tworzyć tło akcji, jak charakteryzować bohatera, buduje wątki… Dokonuje naprawdę ogromnej pracy pisząc piękną powieść. I co się później dzieje z tym autorem… Wysyła książkę do wydawcy. Czeka nierzadko wiele miesięcy na decyzję o wydaniu. Później jest etap poprawek. Przygotowanie okładki. Nie zawsze wszystko jest ustalane z autorem.

I ten pisarz – artysta, który włożył tak wiele serca, swojego czasu, swojej energii tak naprawdę jest traktowany jak „żebrak”. Każe mu się czekać, oferuje mu się kilka procent prowizji ze sprzedaży… I w efekcie, jak dobrze pójdzie sprzedaż – zarobi może kilkaset złotych. żenujące i upokarzające twórcę. I nie jest to wina wydawnictwa. Bynajmniej. Tak wygląda nasza rzeczywistość. Sorry, taki mamy rynek. Wydawniczy rynek.

I później Anna Grabka, agent literacki, jeszcze powie, że na książkę trzeba patrzeć jak na produkt…

Tak, kochani. Tak powiem. Ale nie jest to moja złośliwość, zła wola, czy chęć skomercjalizowania kultury. Ja po prostu powiem uczciwie jak wygląda rynek.

Jeśli jako autor, w którymś momencie nie będziesz chciał wydać książki w wydawnictwie. Jeśli spotka Cię odmowa. Jeśli nie będą odpowiadać Ci warunki… być może zaświta Ci myśl: a może wydać książkę samemu? 

I jeśli tak pomyślisz – to siłą rzeczy musisz spojrzeć na książkę jak wydawca… Jak na produkt, który musisz ludziom zaprezentować, wypromować, dystrybuować, sprzedać.

Ale nie jest to sytuacja idealna. Nie podoba mi się, że autorzy nie mają wsparcia ze strony polskiego prawa. Nie podoba mi się, że ich trud jest tak nisko ceniony. Nie podoba mi się, że w Polsce nie przyjął się zwyczaj wynagradzania autora zaliczką z góry… żeby miał za co żyć podczas pisania. Nie podoba mi się, że koszty dystrybucji sięgają 55% ceny książki. Nie podoba mi się vat na książki. Nie liczę tu jeszcze kosztów promocji, druku. Nie podoba mi się, że zaciera się rola pisarza i wydawcy…

Wiele rzeczy mi się nie podoba. Ale jedyne co mogę, to właśnie pokazać te trudniejsze aspekty autorowi i zaproponować pomoc w ich pokonaniu.

Jeśli książka jest w Tobie – wydobądź ją! Bez względu na okoliczności. 

„Napisz książkę” – to moja książka. Jaka będzie Twoja? 🙂