Kiedy weszłam do dużej, ciemnej kuchni uderzył mnie zapach. Poczułam starość w powietrzu, nie była ani przyjemna ani nieprzyjemna. Za stołem siedziała pani Genowefa. Jej fartuch już był trochę przybrudzony i właśnie w tym momencie wytarła kolejny raz swoje dłonie. Obierała ziemniaki. Na stole i ławie stały porozkładane słoiki na ogórki.

Kiedy mnie usłyszała podniosła głowę i wtedy poczułam na sobie wzrok kobiety spracowanej, jednak wcale nie smutnej, zatroskanej, zgnuśniałej. W tych oczach były iskierki młodości, która już przeminęła, ale dusza nadal pozostała młoda.

– Oj duszko, no czekałam na Ciebie. Siadaj tu obok na ławie. Pomożesz obierać kartofle – rzuciła szybko i bardzo bezpośrednio.- Dziś dużo roboty, a gorąco tak, że się nie chce. Teraz kartofle obrać, potem mizerię zrobić. Mięsa się też nie chce jeść w ten upał, może jajo posadzę. Józiu lubi. To zje. Gdzież on jest, po koper tylko go wysłała a już godzinę jak poszedł.

I dalej słuchałam co pani Genowefa opowiada. Jakby nie musiała oddechu łapać. I siedziałam i obierałam z nią kartofle. Nawet pytań nie było trzeba zadawać, bo każde kolejne zdanie było odpowiedzią, którą chciałam usłyszeć.

– No on już nie taki jak kiedyś, no, jak kiedyś, mocny, dziarski, ojjj, jaki on był. Wszędzie razem my byli. W polu, domu, kościele, przed ludźmi i Bogiem. A jaki narwany był. Ojoj… – zaśmiała się głośno i pokazała swoje gdzieniegdzie brakujące zęby.

Ośmieliłam się wtrącić pomiędzy tym potokiem słów.

– A jacy jesteście dzisiaj? Co jest ważne?

cucumbers-849268_1920– Józiu, hmm, to Józiu. Stary. Niepamiętliwy. Już nic nie staje między nami. Oj kiedyś lubiłam postawić na swoje, oj tak. A on słuchał i słuchał a potem tylko mówił – „Gieniu będzie dobrze.”I wychodziło na jego. No a jak mnie złość dopadła, to i talerzy było mało w domu potem. A on nigdy złego słowa, tylko „Gieniu, Gieniu, po co tak”. No i taki on do dziś. Tylko niepamiętliwy, no jak chleb kupi to masła zapomni. I już nie taki dziarski, jary. Oj za stodołą się działo i na sianie też. Oj pamiętam. Dawno, dawno. Teraz to łóżka dwa i kołdry dwie i ochoty nie ma. No a dzieci zostały. Miastowi są i dobrze, bo co tu szukać. Niech im dobrze będzie.

Pani Genowefa spojrzała daleko za okno, jakby tam chciała znaleźć część tych wspomnień i zatrzymać w bezruchu na chwilę. A może właśnie odtworzyć jak film z dawnych lat. I dopiero wtedy zatrzymać, zachować na potem. To trwało kilkanaście sekund po czym świadomość pani Genowefy wróciła do kuchni za ławę, na której siedziałyśmy.

– A co to pytałaś duszko? Aaaaaa, co ważne? Słoiki – prawie krzyknęła i zerknęła na zegar na ścianie. Wskazywał pierwszą po południu. – No gdzież on jest. Słoiki czekają. Do nocy będziemy zakręcać. W tej chwili drzwi się uchyliły i wszedł Józiu.

– No gdzieś ty tyle czasu zniweczył. A słoiki stoją. Ja tu ogórki już umyła, z duszką pogawędziła i kartofle obrała. Józiu nic nie powiedział, tylko się uśmiechnął a na twarzy było widać czułość do Gieni.

– A wie Pani te słoiki to od młodości. Moja babka robiła i mama robiła. I my też tak na cztery ręce. Ja ogórki myję, czosnek obieram, koper przygotowuję. A Józio wrzątek gotuje i zalewa. No każda ręka potrzebna. Józio bierze słoik, kładzie czerwoną gumkę zamyka słoik wieczkiem i zakładamy sprężynę. Czasami odskoczy, stare ręce już. Dobre te ogórki. Dla nas na zimę. Tu je trzymamy, chodź duszko zobacz.

Weszłam do ciemnego, wilgotnego pomieszczenia. Pachniało przetworami. Pani Genowefa zapaliła światło. Na półkach stały słoiki. Na każdym napisana data: 1956, 1957, 1958, 1959…. I tak poukładane w szeregu do dziś. Z każdego roku został jeden słoik. Tak to wyglądało. Z tych ostatnich lat dużo. Bo ile potrzebują Ona i On?

Stałam jak zaczarowana. Bo wtedy zrozumiałam, że dla nich te słoiki to zakręcona miłość, to ich historia. Te stare już zaszły pajęczyną a woda zmętniała, tak jak ich pamięć. Te nowe znaczą jeszcze więcej, choć wiele przeminęło , a jednak ta melodia na cztery ręce trwa. Dopóki nie zabraknie dwóch z nich, będzie trwać…

– Józiu no chodźże już. Do nocy będziemy zakręcać – usłyszałam za sobą głos pani Gieni.

Kolejny słoik miłości z kolejną datą. Kolejna zakręcona miłość.

Beata Burkat